TEST: Mercedes-Benz EQC 400 – to nie tak miało wyglądać

Nadzieje były ogromne, zapowiedzi jeszcze większe, a rzeczywistość dla pierwszego przedstawiciela rodziny EQ okazała się być brutalna.

Jeszcze do niedawna na rynku samochodów elektrycznych obecna była tylko Tesla, która dzięki swojej innowacyjności błyskawicznie awansowała w hierarchii i pokazała, że nie trzeba być marką z wieloletnią tradycją, aby odnosić sukcesy na rynku. Proste do przewidzenia było to, że wiele producentów obecnych na rynku od lat, patrząc na firmę Elona Muska, rozpocznie podróż ku wybrzeżu elektromobilności.

Z czasem w ofertach coraz większej ilości firm pojawiały się auta elektryczne. Raz były bardziej udane, raz mniej, nigdy jednak nie reprezentowały sobą tak wiele, jak “dzieci” amerykańskiego miliardera. W pewnym momencie do gry zaczęli dołączać również zawodnicy ciężkiej wagi, a więc marki premium i to w nich widzieliśmy nadzieję, na stworzenie prawdziwego konkurenta dla aut z “T” na masce.

Audi E-Tron nie zostało przyjęte dobrze przez rynek, BMW i3 może jest udanym projektem, jednak zdecydowanie daleko jest mu do jakiejkolwiek Tesli. Mercedes-Benz swoją przygodę postanowił rozpocząć „z grubej rury” i podobnie jak cztery pierścienie, obrał kurs na elektrycznego SUV-a. Nadzieje były ogromne, zapowiedzi jeszcze większe. Mercedes to w końcu Mercedes, szlachcic rynku motoryzacyjnego i niedościgniony wzór wielu. Ostatecznie rzeczywistość dla producenta okazała się być brutalna, i wyszło “jak zawsze”.

Bo to jakim samochodem jest EQC to jedno, a to jakim EQC jest autem elektrycznym to drugie. Maszyna wizualnie robi spore wrażenie, chociaż nadwozie zaprojektowane zostało według języku designu, który nie każdemu przypadnie do gustu. Z przodu uwagę zwracają przede wszystkim światła LED, które podzielone zostały na trzy części. Osobiście ciężko jest mi przypomnieć sobie jakikolwiek samochód, który posiadałby podłużną, świecącą linię pod maską, a już tylko to sprawi, że niejedna osoba powie „wow”.

Efekt alternatywności podbijany jest tym, że nadwozie pojazdu jest minimalistyczne, posiada małą liczbę przetłoczeń, a wszelkie linie są łagodne. Dlatego też, zamknięty grill ma kształt półkola, podobnie jak atrapy przelotów powietrza przed przednimi kołami. Z tyłu światła połączone zostały ze sobą na środku klapy bagażnika, na wzór reflektorów z przodu. Jest to naprawdę fajny zabieg i sprawia, że design maszyny stanowi integralną całość. Na zderzaku na próżno szukać rur wydechowych, zamiast nich mamy ozdobne, chromowane listwy.

Egzemplarz EQC, z którym miałem okazję się zapoznać wykończony został specjalną wersją “1886”, świętującą wejście Mercedesa w erę elektromobilności. Sama liczba odnosi się do roku, w którym Carl Benz skonstruował pierwszy samochód w dziejach ludzkości.

W wypadku pierwszej elektrycznej maszyny niemieckiej marki, oznacza to, że nadwozie polakierowane zostały na specjalny kolor „high-tech”, a na nadkolach umieszczone zostały specjalne emblematy. Ponadto samochód osadzony został na 20-calowych felgach ze stopu metali lekkich, niestety Mercedes zdecydował się dorzucić do kompozycji dobudowane progi, które ani nie wyglądają dobrze, ani nie pomagają przy wsiadaniu, a w dodatku w iście ekspercki sposób brudzą spodnie. Na szczęście są one wyposażeniem dodatkowym.

Wygląd wnętrza Mercedesa EQC również na większości zrobi wrażenie, jednak ja osobiście czułem się nim nieco zawiedziony. Spodziewałem się, że producent przygotuje specjalny, bardziej futurystyczny kokpit dla swojego pierwszego auta elektrycznego, tymczasem wnętrze ECQ wygląda tak jak każdego innego Mercedesa. Mamy więc elegancki tunel środkowy łagodnie idący do góry wykonany z czarnego tworzywa sztucznego, mamy podłużny tablet spełniający rolę cyfrowych zegarów oraz wyświetlacza systemu info-rozrywki oraz mamy kierownicę z dotykowymi przyciskami po bokach. Wszystko jak w typowym Mercedesie. Zaznaczę jednak, że to nic złego bo wnętrze i tak robi świetne wrażenie, po prostu liczyłem, że zostanę czymś przez markę zaskoczony.

Wspomniane wydanie “1886” oprócz dyktowania wyglądu zewnętrznego, decyduje również o wykończeniu i wyposażeniu wnętrza. W kokpicie dominuje niebieski kolor oraz jego odcienie. Niestety płeć nie pozwala mi dobrze znać się na barwach, więc wymienię jedynie, że wnętrze jest mieszaniną błękitnego, chyba ciemnego granatowego oraz niebieskiego koloru (ten na desce rozdzielczej), którego za nic nie potrafię nazwać. Kompozycja barw może i nie powoduje estetycznego orgazmu, jednak z pewnością jest dużą odskocznią od standardowych ciemnych, kremowych bądź brązowych wnętrz, jakie posiada większość samochodów poruszających się na światowych ulicach.

Niestety, pierwszy raz w przypadku Mercedesa, zawiodłem się na jakości jego wykonania. Mam wrażenie, że w EQC, z którym miałem okazję spędzić parę dni, zaskakująco duża część elementów trzeszczała, a obszycia foteli wydawały być się dosyć wyniszczone, pomimo tego, że samochód w czasie testu “żył” kilkanaście miesięcy. Dwa inne Mercedesy, jakimi miałem okazję jeździć wcześniej, AMG A35 oraz CLA 200, pomimo tego, że są znacznie tańszymi maszynami, miały lepiej wykonane i dopasowane wnętrza.

Nie mniej jednak, nie można narzekać na ergonomię elektrycznego Mercedesa. Fotele za pomocą panelu umieszczonego na boku drzwi dostosują do preferencji nawet najbardziej wymagające osoby, a wszystkie przyciski czy pokrętła znajdują się pod ręką. Tradycyjnie, cyfrowymi zegarami sterujemy za pomocą dotykowych kwadratów umieszczonych na kierownicy, a głównym wyświetlaczem za pośrednictwem gładzika w tunelu środkowym, bądź bezpośrednio dotykając wyświetlacza.

Oprogramowanie MBUX otrzymało szereg dodatkowych aplikacji związanych z elektrycznym napędem. Jest to m.in. wyszukiwarka ładowarek, animacja prezentująca przepływ energii elektrycznej w pojeździe, czy licznik zużycia akumulatora w czasie. Pierwsza wymieniona na pewno nie działa perfekcyjnie, ponieważ podczas testu na odcinku 100 kilometrów drogi nie potrafiła odnaleźć mi żadnej ładowarki, mimo że ładowarek faktycznie jest w tym miejscu kilkanaście.

Raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem to, że samochodem gabarytów takich jak ECQ podróżuje się nad wyraz komfortowo. Na ilość miejsca w środku na pewno nie będą narzekać osoby cieszące się bardzo wysokim wzrostem, niezależnie czy podróżować będą za kierownicą czy na tylnej kanapie. Ponadto dedykowane fotele, jakie Mercedes umieścił w maszynie nie męczą naszych kręgosłupów nawet podczas długiej jazdy, a zawieszenie pomimo tego, że hydrauliczne, świetnie radzi sobie z każdymi nierównościami jakie spotkacie na polskich drogach. Dodać do tego trzeba jeszcze świetnie działającą klimatyzację i podgrzewane fotele obecne w standardzie wraz z wersją “1886”.

Dobrze wypada również bagażnik auta. Podobnie jak kokpit, jest naprawdę przestronny i oferuje aż 500 litrów pojemności. Ma kształt wysokiego prostokąta oraz płaski próg załadunku, co pozwala wygodnie z niego korzystać. Pod podłogą znalazło się miejsce na dwa kable, jakie Mercedes dorzucił do pakietu, gaśnicę oraz zestaw do naprawy opon.

Sumując dotychczasowe rozterki, wychodzi na to, że Mercedes EQC jest całkiem niezłym samochodem. Ciekawie wygląda z zewnątrz, posiada ergonomiczne i przyjazne kierowcy wnętrze, wykończone w niecodzienny sposób, a w dodatku pozwala podróżować w niezwykle komfortowych warunkach. Co prawda jakość wykonania kokpitu budzi pewne zastrzeżenia, a bardzo rozbudowany system info-rozrywki otrzymał kolejną część niekoniecznie potrzebnych “bajerów”, to i tak moim zdaniem EQC jako auto samo w sobie wypada nieźle.

Niestety tyle dobrego nie mogę powiedzieć w kwestii napędu. Tutaj zdecydowanie coś poszło nie tak. EQC zbudowane zostało na podstawie Mercedesa GLC i chociaż według producenta samochody dzielą ze sobą niewielką część elementów, to wspólną mają kluczową cechę, jaką jest płyta podłogowa. Ta pod potrzeby „elektryka” została przez niemieckich inżynierów odpowiednio przebudowana, jednak dalej nie jest to tak komfortowa sytuacja, w której pojazd powstałby na specjalnej, dedykowanej pod siebie platformie.

Po pierwszym elektrycznym samochodzie Mercedesa po prostu czuć, że jest przerobionym autem spalinowym, do którego ktoś wsadził dwa elektryczne silniki oraz komplet baterii. W dodatku zrobił to w niezbyt przemyślany sposób. Akumulator EQC ma pojemność wynoszącą 80 kWh, co powinno przełożyć się na pokaźne zasięgi, jednak bateria sama w sobie waży aż tonę. Dodajcie do tego 1,5 tony masy własnej samochodu, a otrzymacie zestaw ważący aż 2,5 tony. Jak na osobowe auto, to naprawdę dużo. Jak wpływa to na jazdę?

Przede wszystkim skutecznie ucina to zasięg samochodu. “Na papierze” maszyna powinna przejechać około 400 kilometrów. Taką informację znajdziecie w każdym dokumencie o pojeździe, jak również na oficjalnej stronie producenta. Cóż, może i jest to prawda, jednak tylko jeżeli będziecie na tyle cierpliwi, że stale będziecie poruszać się z prędkością 30 km/h, bardzo łagodnie przyspieszać i ciągle korzystać z trybu “maksymalnego oszczędzania energii”. A nikt, przy zdrowych zmysłach tak jeździć nie będzie. Rzeczywisty zasięg w pełni naładowanego EQC przy normalnym, codziennym użytkowaniu wynosi według mnie około 200 kilometrów, z tendencją do schodzenia w dół. Jeżeli jednak jesteście maniakami “wyciągania” zasięgu i stosujecie się do wszystkich wskazówek i sztuczek, które ograniczają zużycie akumulatora, to wasz wynik z pewnością będzie wiele lepszy.

Pomiary zużycia energii
Cykl Śr. zużycie energii Mierzony dystans Śr. prędkość Lokalizacja
Miasto: 45,1 kWh / 100 km 40 km 15 km/h Łódź
Mieszany: 35,8 kWh / 100 km 50 km 38 km/h woj. Łódzkie
Trasa: 20,7 kWh / 100 km 100 km 78 km/h woj. Łódzkie
Autostrada: 31,8 kWh / 100 km 80 km 130 km/h A2

Dwa elektryczne silniki umieszczone na pokładzie auta dźwigać muszą 2,5 tonową bryłę, która przy okazji nie grzeszy aerodynamicznością. Z tego powodu zasięg akumulatorów magicznie, nie wiadomo kiedy znika, co utrudnia planowanie dłuższych tras. Jeżdżąc EQC przez cztery dni, aż dwukrotnie byłem w sytuacji, w której jechałem zestresowany ponieważ nie byłem pewien, czy dotoczę się na najbliższą wolną ładowarkę.

Kiedy już z zimnym potem na skroniach dojedziecie na stację ładowania, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem napotkacie kolejny problem. Według niemieckiej marki za pomocą ładowarki DC akumulator z 10% do 80% mocy powinniśmy naładować w 40 minut. Dotyczy to jednak ładowarki DC o mocy 110 kW, a te w naszym kraju znaleźć jest ciężko. O wiele częściej spotkacie te zapewniające 50 kW. Korzystając z dokładnie takiej stacji, 80% naładowanego akumulatora nigdy nie zobaczycie na wyświetlaczu szybciej niż po godzinie ładowania. Tym samym jeżeli chcielibyśmy “zatankować” ogromną baterię 80 kWh do pełna, w naszych Polskich warunkach, trzeba przygotować sobie około 1,5 h czasu.


Oprócz niesamowitej dynamiki, EQC świetnie się prowadzi i jest zaskakujący zwinny, co w dużej mierze jest zasługą centralnie umieszczonego akumulatora.


Jeżeli jednak wynudzicie się i będziecie pewni, że nie odejdziecie za daleko od najbliższej ładowarki, to pierwszy elektryczny Mercedes pozwoli wam naprawdę nieźle poszaleć po ulicach. Para silników łącznie zapewnia moc 408 koni mechanicznych, które pomimo ogromnej masy własnej auta oraz jego dużych gabarytów, rozpędzają maszynę do 100 km/h w nieco ponad 5 sekund. Przy pełnym “gazie” w podłodze EQC wciska wszystkie osoby na pokładzie w fotele, a przy okazji robi to całkowicie bezgłośnie, co jest naprawdę świetnym doświadczeniem i długo się nie nudzi.

Musicie jednak uważać, żeby brać dużą poprawkę na prędkość z jaką się poruszacie, ponieważ hamulce w jakie Mercedes wyposażył pojazd, nie radzą sobie wystarczająco dobrze z masą maszyny, co w łatwy sposób doprowadzić może do “dzwona”. A nawet najmniejsza stłuczka oznaczać może szkodę całkowitą w przypadku elektrycznego auta, z uwagi na to, że w razie wypadku od samochodu całkowicie odłączane są jego akumulatory, a wymiana ich potrafi kosztować fortunę.

Mercedes-Benz EQC jako auto samo w sobie wypada całkiem nie najgorzej. Oferuje ciekawy wygląd, który niesamowicie mocno przyciąga wzrok, ergonomiczne i przestronne wnętrze, całkiem niezły bagażnik. Pochwalić auto muszę również za świetne radzenie sobie z nierównościami na drodze, zaskakującą dynamikę oraz pewność w prowadzeniu.

Niestety jeżeli chodzi o właściwości wynikające czysto z faktu umieszczenia na pokładzie elektrycznego układu napędowego, to pierwszy projekt Mercedesa w tym kierunku nie wypadł pomyślnie. Naturalnie wyjaśnić można to tym, że pierwsze podejście rzadko kiedy jest perfekcyjne, jednak po legendarnym, niemieckim producencie premium spodziewałem się czegoś lepszego.

Jak przystało na samochód elektryczny, Mercedes-Benz EQC jest drogą przyjemnością. Cena podstawowa wynosi ponad 330 złotych, a jeżeli chcielibyście mieć nieźle wyposażoną wersję, przygotować musicie się na wydanie minimum 400 tysięcy złotych.

Tekst: Mateusz Zalewski

6,6
Osiągi i zużycie paliwa
Przestrzenność i komfort
Cena i wyposażenie
Nowoczesność
Właściwości jezdne

2020 Mercedes-Benz EQC 400 4Matic – zdjęcia z naszego testu

zdjęcia: Tomasz Dąbrowski

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz