TEST: Lexus RC F po faceliftingu – bestia w czerni

Jazda Lexusem RC F to jak wprowadzanie agresywnego pitbulla na spacer – wyrywa się, gryzie, gania za kotami i chce zabić wszystko w okolicy. A wy nie wyszliście nawet jeszcze z domu.

Z Lexusem RC F miałem okazję poznać się już około pół roku temu w wersji przedliftingowej. Prestiż spotkania zwiększał fakt, że była to limitowana wersja 10th Anniversary Edition, która powstała w liczbie jedynie 350 egzemplarzy na cały świat z czego jedynie 25 sztuk zostało zaplanowanych na Europę. Maszyna rozkochała mnie w sobie drapieżnym, agresywnym wyglądem, niesamowitymi właściwościami jezdnymi i jednostką napędową pozwalającą szarżować bez opamiętania. Raczej nie zaskoczy nikogo fakt, że kiedy na redakcyjny parking przyjechał kolejny Lexus RC F na mojej twarzy pojawił się duży uśmiech.

Powodem do ponownego testu auta jest fakt, że pojazd otrzymał facelifting. Ten, chociaż nie zmienił ostatecznie dużo, to wypadł maszynie zdecydowanie na plus. Pod względem wizualnym w poprzedniej wersji auta nie pasowały mi jedynie rozdzielone na dwie części lampy, Lexus wstrzelił się idealnie w moje gusta i umieścił w świeżym modelu pojedynczy klosz, który otrzymał sportowy, podłużny kształt.

Oprócz tego RC F w wersji Carbon posiada teraz pokaźnej wielkości splitter, dodatkowe listy przy progach oraz wystający ze zderzaka dyfuzor. Oczywiście wszystko wykonane z włókna węglowego, aby zapewnić jak najniższą masę. W sumie w tym momencie mógłbym zakończyć wymieniać zmiany jakie otrzymało auto, ponieważ nowe tylne lampy, minimalnie przeprojektowane progi, zmieniony zegarek w kokpicie oraz inne kratki nawiewów naprawdę ciężko jest zobaczyć na pierwszy rzut oka.

Nie mniej jednak RC F Carbon pod względem wizualnym nabrał jeszcze większego charakteru i pazura. Patrząc na maszynę od razu wiemy, że mamy do czynienia z brutalnym, nieokiełznanym zawodnikiem, który niedzielną wycieczkę do kościoła potrafił będzie zamienić w rajd na przedmieściach piekła, z Nergalem u boku.

Kwestie wyglądu w moim egzemplarzu auta podbijały dodatkowo 19-calowe felgi BBS, pomalowane na ciemny kolor, które normalnie dostępne są jedynie przy wyborze topowej wersji Track Edition. Nie mam pojęcia dlaczego trafiły akurat na mój model z serii Carbon, ale nie zamierzam na ten fakt narzekać. Dodam jedynie, że genialnie dopasowują się do nich czerwone zaciski karbonowo-ceramicznych hamulców z logo Lexus F.

previous arrow
next arrow
Slider

Niestety Lexus nie zdecydował się wprowadzić żadnej rewolucji we wnętrzu samochodu. Oczywiście sportowy kokpit robi bardzo duże wrażenie, jednak tunel środkowy powinien zostać zmodernizowany, albo przynajmniej porządnie odświeżony. Konsola, którą mamy po swojej prawej posiada dużą ilość fizycznych przycisków i mogłaby zostać zastąpiona nowoczesnym, elektronicznym ekranem, w końcu mamy już XXI wiek i to prawie lata 20.

Za kierownicą dalej znajduje się cyfrowy wyświetlacz oraz pojedynczy, tradycyjny zegar. Z miejsca zgaszę zapędy fanów starszych rozwiązań i napiszę, że obrotomierz z fizyczną wskazówką nie sprawdzałby się tak dobrze jak elektroniczny, z uwagi na tempo przyspieszania i zmieniania biegów przez pojazd.

Kubełkowe fotele ze zintegrowanymi zagłówkami nie zmieniły się w żaden sposób, co w ich przypadku jest akurat plusem. Dzięki temu dalej zapewniają bardzo wysoki poziom komfortu i świetnie trzymają kierowcę i pasażera w miejscu podczas sportowej jazdy. Dodatkowo dla większej wygody możemy włączyć ich ogrzewanie bądź wentylowanie.

previous arrow
next arrow
Slider

Lexus RC F w wersji poliftingowej jeździ identycznie tak jak poprzednie wydanie pojazdu. I za to, że japońska marka nic nie kombinowała w tym kierunku należą się jej ogromne brawa i szereg nagród. Pomimo tego, że 5-litrowa jednostka V8 została pozbawiona 13 koni mechanicznych od momentu debiutu auta w 2014 roku, to niemożliwym jest odczucie tego na własnej skórze podczas zwykłej jazdy. Cóż, jak więc jeździ Lexus RC F?

Prowadzenie tego auta porównałbym do wyprowadzanie na spacer agresywnego i niewychowanego pitbulla, którego próbujecie utrzymać na smyczy. Zwierzę wyrywa się, gania za kotami, szczeka na ludzi, warczy i chce zabić wszystko co rusza się w zasięgu jego wzroku. Jest to zachowanie identyczne jak Lexusa RC F, który trafi przyczepność podczas przyspieszania, wyrywa się spod kontroli oraz rzuca tylną osią na zakrętach. Wyobraźcie sobie do tego, że ten pies zakuty jest w kaftan wykonany z włókna węglowego. Co zrobić, kiedy spotkacie go na swojej drodze? Uciekać? Chować się? Udawać martwego? Zdecydowanie należy złapać za smycz i go opanować, o ile macie wystarczająco dużo odwagi.

Bo o ile się nie boicie i rzeczywiście uda wam się zdominować tego potwora, to to zdenerwowane zwierzę czy inaczej Lexus RC F da wam taką ilość frajdy jakiej nie mieliście jeszcze nigdy w życiu. Nie będziecie chcieli wracać ze spaceru czy wieczornej przejażdżki, a wzrok przerażonych ludzi naokoło budować wam będzie nieziemsko poczucie własnej wartości.

Auto to zachowuje się dokładnie tak jak wygląda. Jest piekielnie szybkie, bezkompromisowe i wymaga od nas, abyśmy je opanowali i nauczyli się korzystać ze wszystkich jego dobrodziejstw. Biada tym, którzy podejdą do RC F zbyt pewnie oraz bez odpowiedniego doświada i bez namysłu wyłączą wszystkie systemy bezpieczeństwa po czym wcisną gaz do dechy. Na szczęście na pokładzie dostępne są karbonowo-ceramiczne hamulce Brembo, które po prostu “robią robotę” i świetnie potrafią wyhamowywać zapędy naszego potwora. Nigdy jednak nie zastąpią zdrowego rozsądku i doświadczenia.

Nie wypada wspomnieć o jeszcze jednej bardzo ważnej kwestii, jaką jest dźwięk 5-litrowej jednostki. Brzmienie na niższych obrotach nie jest niczym specjalnym, jeżeli jednak na obrotomierzu pojawi się 3,5 tysiące obr/min, to będziemy świadkami prawdziwego motoryzacyjnego koncertu, zwłaszcza jeżeli przełączymy pojazd w tryb Sport. Rzadko w którym samochodzie wyłączałem muzykę tak często, na rzecz dźwięku jaki generuje silnik. Kiedy jednak znudzi nam się już słuchanie silnika V8, to umieszczony na pokładzie system nagłośnienia Mark Levinson uraczy nasze uszy doskonałą jakością dźwięku podbijanego świetnym basem, który regulować możemy według naszych preferencji.

Gdybym miał nazwać Lexusa RC F za pomocą jednego słowa, to określiłbym go mianem prymitywnego. Zastosowany w samochodzie silnik, napęd i duża część rozwiązań są typowo przestarzałe, archaiczne i nikt już z takich nie korzysta. W dzisiejszych czasach, gdzie króluje downsizing oraz wsadzanie w auta coraz większej ilości turbosprężarek, posiadanie wolnossącej jednostki V8 o pojemności 5-litrów podchodzi pod herezję.

Czy prymitywizm jest jednak zły? Czy w przypadku sportowego coupe trzymanie się starych i sprawdzonych rozwiązań to niepoprawne podejście? Zdecydowanie nie.

Patrząc na Lexusa RC F oraz jego europejskich konkurentów z ręką na sercu mogę powiedzieć, że zdecydowanie wolę starą japońską szkołę od nowoczesnych i coraz grzeczniejszych niemieckich maszyn. Prymitywność japońskiego zawodnika jest jego zdecydowanym plusem i tym, co znacznie wyróżnia go spośród tłumu. Niestety takich samochodów jest coraz mniej, ponieważ na masowe wykorzystywanie 5-litrowych silników V8 mogą sobie teraz pozwolić jedynie amerykańscy i azjatyccy producenci, a i tak robią to coraz rzadziej.

Jak powiedział kiedyś znany amerykański pisarz, redaktor naczelny magazynu „Time” oraz były szef CNN – Walter Isaacson – “prostota to szczyt wyrafinowania”. Myślę, że to jest właśnie to.

Tekst: Mateusz Zalewski

2020 Lexus RC F Carbon – zdjęcia z naszego testu

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz