Hybrydowy Volkswagen Passat GTE – uwielbiałem go dopóki się nie zepsuł

Czy warto zastanowić się nad kupnem Volkswagena Passata z silnikiem 1.4 TSI wspieranym przez jednostkę elektryczną? Do naszej redakcji trafiła hybrydowa wersja GTE.

Samochody elektryczne to niezaprzeczalnie przyszłość motoryzacji. W przeciągu ostatnich kilkunastu lat elektryzacja aut niesamowicie się rozwinęła. Dzisiejsze konstrukcje pozwalają na świetne osiągi i coraz lepszy zasięg na jednym ładowaniu. Na rynku mamy już kilka naprawdę udanych modeli elektrycznych, lecz kwestia zasięgu na jednym ładowaniu, czas “tankowania” prądu oraz dostępność stacji ładowania są nadal głównymi ograniczeniami w zakupieniu auta w pełni ekologicznego.

Rozwiązaniem jest zakup auta hybrydowego. Pojazdy z konwencjonalnym napędem oraz dodatkowym silnikiem elektrycznym pozwalają ograniczyć zużycie paliwa, jeździć wyłącznie na napędzie elektrycznym oraz korzystać z wszelkich przywilejów aut elektrycznych – otrzymujemy osobne miejsca parkingowe w centrach handlowych, darmowy wjazd do centrum miasta oraz stref niedostępnych dla aut spalinowych, czy brak opłaty za miejsca parkingowe.

Auta hybrydowe są już w ofercie niemalże każdego czołowego producenta, a konstrukcje są w większości oparte na znanych i dostępnych od lat samochodach. Takim właśnie jest testowany dziś Volkswagen Passat GTE, który od zwykłego Passata różni się niewiele, a zasadniczą różnicą jest właśnie dodatkowy silnik.

Z zewnątrz robi niesamowite wrażenie, gdy pierwszy raz na niego spojrzymy. Od zwykłego Passata, odróżnia się pakietem stylistycznym nawiązującym do modeli GTI. Z przodu mamy zmieniony przedni zderzak z czarnymi wstawkami oraz nowymi lampami dziennymi w kształcie litery C – jest to znak rozpoznawczy modeli hybrydowych i elektrycznych spod znaku Volkswagena. Idąc dalej, mamy niebieską listwę ozdobną idącą przez cały przedni pas, dodatkowe listwy progowe, niebieskie zaciski tarcz hamulcowych oraz specjalne felgi o rozmiarze 17 cali.

Z tyłu również mamy zmieniony zderzak, który został doposażony o dwie atrapy rur wydechowych – ta właściwa kończy się przed nim i wycelowana jest do dołu. Nie można zapomnieć o perłowym białym lakierze testowanego egzemplarza – uwydatnia on wszelkie zalety designu, a także o kilku emblematach „GTE” na karoserii.

Wygląd auta byłby jeszcze lepszy gdyby oszklona powierzchnia dachu zajmowała całą przestrzeń i łączyła szybę czołową z tylną. Dałoby to pełny efekt dwutonowej karoserii, co jest szczególnie przyjemne dla oka w przypadku jaskrawych lub białych nadwozi.

We wnętrzu nie znajdziemy wielu różnic. Podobnie jak detale na zewnątrz, również w środku znajdziemy niebieskie wstawki – to w tym kolorze wykończona została wajcha skrzyni biegów i kierownica. Schowek w tunelu środkowym został przyozdobiony logiem “GTE”… i tutaj różnice się w sumie kończą.

Wszystko pozostałe to po prostu dobrze wyposażona wersja Passata. W wersji GTE w standardzie otrzymujemy m.in. wyświetlacz zamiast tradycyjnych zegarów, skórzaną tapicerkę, fotele z regulowanymi zagłówkami w dwóch płaszczyznach, wykończenie konsoli środkowej w kolorze Piano Black, wielofunkcyjną kierownicę, czy oświetlenie ambientowe.

Nowością jest przełącznik “E-Mode”, który znalazł się obok przełącznika trybów jazdy. Odpowiada za wybór typu napędu, których do wyboru mamy trzy:

  • E-Mode – tryb całkowicie elektryczny, w którym silnik benzynowy jest permanentnie wyłączony. Wykorzystać go można do przejazdu w strefach samochodów elektrycznych lub jeśli chcemy aby żona nie wiedziała, że podjechaliśmy już pod dom.
  • Hybrid – standardowy tryb, w którym samochód sam decyduje o pracy jednostek napędowych.
  • Battery Charge – tryb ładowania baterii silnika elektrycznego. W nim silnik benzynowy pracuje niemalże przez cały czas i poruszamy się na nieco wyższych obrotach, aby jak najszybciej naładować baterie. Odczuwalne jest też mocniejsze obciążenie w związku z odzyskiwaniem energii podczas hamowania, a także toczenia się.

Ten wpis posiada więcej niż jedną stronę: